Nowa placówka SIEMACHY w Odporyszowie przybliżyła nas do natury i wzbogaciła nasze doświadczenie wychowawcze. Już samo jej otwarcie było spełnieniem wielkiego marzenia o domu dziecka starannie zaprojektowanym i wybudowanym od podstaw. Najwspanialszym w Polsce!


Autor tekstu: ks. Andrzej Augustyński

Wymarzyliśmy sobie taki dom, który odpowiada wszystkim naturalnym potrzebom i wciąż potrafi rozbudzać nowe aspiracje. Dzień po dniu sen stawał się jawą. Bogactwo wydarzeń minionego roku przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Odporyszowska SIEMACHA stała się rzeczywistym centrum życia lokalnej społeczności. Przede wszystkim pozwoliło to uniknąć marginalizacji podopiecznych domu dziecka. Dzieci od pierwszego dnia czuły się pełnoprawnymi członkami szkolnej społeczności. Co więcej, szybko zyskiwały na statusie, ponieważ mogły zaprosić do siebie swoich rówieśników na atrakcyjne zajęcia. Wkrótce zawiązał się zespół muzyczny, w pracowni stolarskiej powstały budki lęgowe dla ptaków, dzieci ruszyły na pierwsze zagraniczne podboje, aktywność sportowa zyskała na znaczeniu – to tylko drobny fragment nowej rzeczywistości, która zagościła w Odporyszowie. SIEMACHA stała się miejscem dostępnym dla wszystkich. Oprócz stałych mieszkańców wkrótce zaczęły korzystać z niego dzieci z okolicznych miejscowości oraz dorośli uczestnicy zajęć sportowych organizowanych w sali fitness i pływalni.

To właściwy moment, aby odnieść się do tytułu poniższego tekstu. Chodzi o odwołanie się do naturalnych społecznych potencjałów. Tych wielkich niezagospodarowanych zasobów, od których ludzkość odwraca się plecami z tęsknotą, spoglądając w stronę sztucznych rajów. Piszę to w chwili, gdy miliony ludzi na całym świecie obdarzają fanatycznym zaufaniem sztuczne wytwory odczłowieczonych technologii. Wierzą, że dzięki nim odnajdą zagubione w pogoni za tak zwanym lepszym życiem zdrowie, szczęście, radość. Sam nieraz uległem zdradliwemu urokowi przeróżnych „błyskotek”, aby wreszcie pojąć, że natura podpowiada nam zawsze najlepsze wybory. I to nie jedynie w kwestii jedzenia czy ubrania, ale tego, co dzisiaj chętnie nazywamy stylem życia. Uważne rozejrzenie się wokoło pozwala zrozumieć, że: „im mniej, tym więcej” oraz że „prościej znaczy mądrzej”. Szczęśliwie rośnie liczba turystów znużonych sączeniem na plaży w Szarm el-Szejk drinków z oferty all inclusive równie sztucznych jak uśmiech serwującego je kelnera. Coraz więcej ludzi docenia natomiast walory rodzimych krajobrazów, smaku wiejskich potraw i radości, jaką daje wspólna rowerowa wycieczka. Przyszłość świata zależy od naszych obecnych upodobań w znacznie większym stopniu, niż jesteśmy w stanie to sobie wyobrazić. Papież Franciszek przypomniał niedawno w encyklice Laudato Si, że „kupno jest zawsze aktem moralnym, nie tylko ekonomicznym”. Oznacza to, że najlepszą drogą do zmiany zachowań producentów jest zmiana nawyków konsumentów w kierunku większych wymagań i gotowości, aby za dobrą jakość zapłacić sprawiedliwą cenę. Bo jakość jest zawsze sposobem okazywania szacunku. 

​Dom dziecka w Odporyszowie stał się elementem większej całości. W pierwszym rzędzie jest nią tętniąca codziennym życiem społeczność placówki dziennej i centrum sportowego. W szerszym kontekście jest to cała wioska, a nawet gmina. W ten sposób realizuje się ważna idea SIEMACHY, która brzmi „potrzebna cała wioska, aby wychować jedno dziecko”. Naturalność SIEMACHY przejawia się właśnie w podejściu do wychowania w kontekście idei podwórka jako miejsca, gdzie naturalne ludzkie interakcje stają się źródłem wiedzy i umiejętności. Każdy jest coś wart. Wszyscy mają coś do zaoferowania. Indywidualne zasoby zwiększają zbiorowy kapitał. Ich wydobycie i rozwinięcie odbywa się we wspólnym interesie. Spontaniczne relacje między młodymi ludźmi są dla nich źródłem ważnych doświadczeń społecznych. Przynależność, przyjaźń, dotrzymywanie umów, wartość mierzona bólem wspinaczki, smak zwycięstwa i porażki, pokonywanie nieśmiałości, działanie na rzecz dobra wspólnego, pomoc słabszym – wszystko to razem wzięte zdecyduje w przyszłości o ich sukcesach zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.
 
Co zatem może być cenniejszego od rozmowy z dziećmi na temat dojrzewających na wiosnę truskawek? Taka luźna pogawędka naturalnie przeradza się w opowieść o życiu i umiejętności czekania na nadejście właściwej chwili, gdy będzie można cieszyć się pełnią smaku dojrzałego owocu. Przyroda inspiruje i podsuwa przykłady, które potrafią zachwycić jak błyskotliwa puenta zastępująca długi wykład. Zerwanie ledwo zaróżowionych owoców truskawki naraża każdego, kto sięgnie po nie przedwcześnie na uczucie cierpkości, a w konsekwencji grozi dolegliwościami żołądkowymi. Warto więc poczekać. Gdy przychodzi czas na truskawki, a one osiągną właściwe im walory smakowe, radość z ich spożycia będzie gwarantowana. Wychowawca jest jak akuszerka, towarzyszy przy narodzinach. Jest cierpliwy, ma naturę długodystansowca. Długie lata bowiem mijają, zanim narodzi się człowiek. „Albowiem rozumny Bóg nienawidzi niewczesnego rozkwitu”. (Friedrich Hölderlin).
 
Nigdy wcześniej zwykły pomidor nie smakował bardziej niż teraz, kiedy własnoręcznie zrywa się go prosto z krzaka. Pomidorowy krzew zasadzony w niewielkiej szklarni obok SIEMACHY staje się czymś więcej niż zwykłą
rośliną. Wszechobecne markety, sklepy i dyskonty ukradły nam radość, jaką odczuwamy, zrywając owoc z drzewa, łowiąc ryby w rzece czy pijąc wodę z górskiego strumienia. Dlatego w Odporyszowie powstał sad, w którym już na wiosnę zakwitną tradycyjne odmiany polskich jabłoni. Zapylą je pszczoły z sąsiadującej z sadem pasieki. Jesienią zaś owoce winogron zamienią się w „vino della casa” i zasną na kilka lat w piwnicy, by powtórnie obudzić się do życia na stole, przy którym zasiądą spragnieni rozmowy przyjaciele.
 
Kto wie, czy nie pierwszy raz od dziesięcioleci na odporyszowskim odpuście obok stołów uginających się od sztucznie farbowanych cukierków i plastikowych bohaterów popkultury „made in China” pojawiły się przetwory owocowe i warzywne wykonane przez podopiecznych SIEMACHY. Wszystkie „home made” produkty znalazły zadowolonych nabywców. Dzieci, które zbyt często marzą o karcie „infinity”, przy pomocy której mogłyby kupować bez ograniczeń, pojęły w lot, że od konsumpcji przyjemniejsze jest wytwarzanie. Szacunek bowiem należy się tym, którzy tworzą to, co innych zachwyca czy też zwyczajnie zaspokaja ich podstawowe potrzeby. W ten sposób „homo creator” ujawnia swe boskie pochodzenie. Akt twórczy dowodzi, że „jesteśmy z Jego plemienia”. Konie, psy i koty licznie zasiedlające odporyszowski folwark SIEMACHY to „bracia mniejsi wychowawcy”. Nie sposób przecenić ich zbawienny wpływ na opiekujące się nimi dzieci. Odkąd możemy się cieszyć tak licznym czworonożnym towarzystwem w Odporyszowie, oczekujemy podobnego widoku w każdym z odwiedzanych domów dziecka. Tak jednak się nie zdarza. Polskie domy dziecka, skądinąd całkiem zasobne finansowo, wciąż wyglądają jak hotele robotnicze. Brakuje w nich oznak zadomowienia. Na próżno szukać merdających ogonem psów i ceniących niezależność kotów. Kanarek w klatce i żółw w akwarium mają tak samo smutne oczy jak ich mali opiekunowie.
 
SIEMACHA naturalnie – to nie jest żadna nowa „religia” przyzywająca energię z kosmosu, głosząca wiarę w oczyszczanie organizmu lub zbawienie, które można osiągnąć, żyjąc z watahą wilków. Żyć naturalnie to znaczy czynić sobie Ziemię poddaną jednakże w zgodzie z prawami natury, które od zarania rządzą naszym światem i których respektowanie wszystkim wychodzi na dobre.
 
Tekst ukazał się na łamach magazynu Stowarzyszenia SIEMACHA „Com to Com” (4/2015).